Edessy. Poemat sowizdrzalski
  • Wydanie: pierwsze
  • Miejsce i rok: Lublin, Episteme, 2015
  • Objętość: 45, [2] s.
  • Format: 120 x 210 mm
  • Oprawa: twarda szyta
  • ISBN: 978-83-62495-70-2
  • Cena zbytu: 35.00 PLN
  • Status: Książka dostępna

Autorka o książce

Edessa, od imienia Eda, to misterny i zarazem misteryjny krótki utwór alegoryczny, cztero- bądź trzywersowy, po jednym wyrazie w wersie. Tematykę wywodzi z duchowości chrześcijańskiej, traktując świat jako otwartą księgę, gdzie „cała natura wyraża Boga”. W klimacie żartu na pograniczu purnonsensu mówi o mistycznym przeżywaniu codzienności. Okalający rym niedokładny na początku i na końcu wiersza prowadzi do nieoczekiwanej puenty. Edessę można czytać z powodzeniem naprzemiennie, od początku do końca i odwrotnie, dla zachowania logiki w razie potrzeby zmienić szyk przyimków bądź zaimków. Ten sposób czytania: do przodu i wspak, daje inną perspektywę spojrzenia, ogląd z różnych stron, potęgujący napięcie znaczeń. Zmienia rozkład akcentów logicznych i zdaniowych oraz tempo wypowiedzi, niejednokrotnie wyhamowując albo przyspieszając wewnętrzny rytm zdarzeń. Zastosowane środki językowe, konkretnie: inwersje, przerzutnie, lekka groteska, kontrast, animizacja, wzbogacają znaczeniowo, wprowadzają wieloznaczność i ambiwalentność. Z założenia nie ma metafor, porównań, epitetów, hiperboli, pytań retorycznych, reminiscencji i wielu innych figur stylistycznych. Dialogiczność w obrębie jednej miniatury oraz pomiędzy poszczególnymi, zmiana tempa i wielowątkowość edess, w zamierzeniu stanowiących poemat sowizdrzalski, sugerują swoistą formę sceniczną.
Lato 2010 roku zaczęło się od gorączkowo pisanych wierszowanych maili do znajomych, pisarzy, profesorów, potworów. Szybko zorientowałam się, że z łatwością komponuję rzeczy poetyckie dla konkretnego adresata, całkiem różne, w zależności do kogo jaki mam interes. Wplatałam intymne przeżycia, nastroje, krajobrazy, pory roku, dużo smaczków. Sporo wierszy o życiu w mieście, grzeszkach, namiętnościach, lwach wspinających się po gzymsach. Pozwalałam sobie na prowokacje, zaczepki, językowe libacje. Przyrosłam do biurka i komputera. Tworzyłam nocami, niewiele śpiąc, zamrożona, wyłączona z obiegu. Przeżyłam iluminacje, widziałam czerep w świetle latarni turlający się po konturach, słyszałam echa dzwonów w szale nakręconych. Ponieważ pisałam przez kilka lat, prawie codziennie, nawet kilkadziesiąt wierszy na dobę, powstało ich tysiące. Wiele cierpiałam, twórczy akt działał jak tracheotomia, dawał szansę na ujście emocji i przeżycie. Komputer postawił mnie do pionu, prysło samouwielbienie, a doszedł do głosu wewnętrzny krytyk; z pasją cięłam i wyrzucałam utwory. Słowa „co czwarty / grzechu warty / reszta bękarty” z powodzeniem odniosłabym do całego dorobku. Ostatecznie wykroiłam osiem dzieł. Życzę sobie radosnej harówki, rozłożonej na lata, mocowania się z każdym wierszem, wyrazem, do wyczerpania aż pozostanie popiół i oddech wieczności.
Nad Poematem sowizdrzalskim pracowałam trzy lata, wrzucając do archiwum kolejne wersje; koniec ma się nijak do lirycznych początków. Unikając jak ognia patosu, melodyjnej i zgrabnej formy, jedną zgrzebną edessę rodziłam kilka dni, tygodni, a może miesięcy. W szóstej redakcji batalia szła o każde nadliczbowe słowo – cztery lub trzy miarą rzeczy. Kierowałam się matematyczną logiką, gdzie pozornie banalny liczman mówi o rzeczach ostatecznych. Precyzyjne, a zarazem wizyjne, dalekie od lingwizmu, twardo chodzą po ziemi.

więcej o książce
zwiń
Polecane

Zbiór opowiadań, których motywem przewodnim jest emigracja i związane z nią dylematy życiowe bohaterów.

Książka o dojrzewaniu do ojcostwa

Felietony i eseje o jagiellońskim duchu miasta Lublina

Wspomnienia z posługi duszpasterskiej wśród deportowanych do Kazachstanu.