Kąkol na dożynkach. O Polakach ocalałych z ukraińskiego ludobójstwa
  • Wydanie: pierwsze
  • Miejsce i rok: Lublin, Norbertinum, 2023
  • Objętość: 143, [1] s. + 8 s. fot. cz.b.
  • Format: 147 x 208 mm
  • Oprawa: miękka klejona
  • ISBN: 978-83-7222-810-9
  • Status: Książka niedostępna w Norbertinum

Projekt okładki: Agnieszka Herman

 

Przedmowa: Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski

 

Po książkach Później szatan wstąpił w ludzi. Zapiski nie tylko z Wołynia (2008) oraz Wózkiem do nieba. Rzecz o siostrze zakonnej i sierotach zamordowanych przez nacjonalistów ukraińskich pod Sahryniem (2015, 2023), Kąkol na dożynkach. O Polakach ocalałych z ukraińskiego ludobójstwa (2023) jest trzecią publikacją Leszka Wójtowicza poświęconą rzeziom dokonanym przez ukraińskich nacjonalistów na Polakach.

Polaków zabijano siekierami, kosami, przerzynano piłami, palono żywcem. Nikogo nie oszczędzano. W zbrodniczej agitacji duchowni greckokatoliccy i prawosławni wykorzystywali często biblijną przypowieść o kąkolu w pszenicy, którego trzeba się pozbyć jako chwastu, dając do zrozumienia, że Polacy są jak kąkol.

Zdarzali się szczęśliwcy, którym cudem udało się uniknąć śmierci. To właśnie ich historiom poświęcona jest ta publikacja. Ważną jej częścią są relacje świadków ludobójstwa, ale też wspomnienia dzieci i wnuków ofiar rzezi. Jeden z rozdziałów autor poświęcił swojemu ojcu, który działał w Armii Krajowej.

 

 

Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski (fragment Przedmowy):

W Trzeciej Rzeczypospolitej uczyniono bardzo wiele, aby niewygodna dla władz komunistycznych prawda historyczna nie tylko ujrzała światło dzienne, ale i trafiła do podręczników szkolnych. Szczególnie chodzi o Zbrodnię Katyńską oraz deportacje Polaków na Syberię i do Kazachstanu, dokonane przez Sowietów. Także o zbrodnie niemieckie, które miały miejsce czy to w obozach koncentracyjnych, czy w czasie pacyfikacji polskich wiosek i miast. Jednak wciąż spychana jest na dalszy plan, a nawet wręcz ukrywana i fałszowana, prawda o ludobójstwie na Kresach Wschodnich i Lubelszczyźnie, które w latach 1939-1947 przeprowadzili szowiniści z Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów i Ukraińskiej Powstańczej Armii.

Ludobójstwo to objęło dawne województwa Drugiej Rzeczypospolitej: wołyńskie, tarnopolskie, stanisławowskie, lwowskie (sięgające wówczas do Rzeszowa), a także częściowo lubelskie i poleskie. Pierwsze masowe mordy Polaków miały miejsce już we wrześniu 1939 roku, gdy na te tereny wkroczyły wojska radzieckie, oraz dwa lata później, gdy wkroczyły wojska niemieckie, a wraz z nimi bataliony Abwehry „Roland” i „Nachtigall” złożone z Ukraińców. Ci ostatni dokonali też pogromów Żydów. Największa fala zbrodni miała miejsce po utworzeniu UPA w październiku 1942 roku, do której masowo napłynęli zaprawieni w innych rzeziach kolaboranci z Ukraińskiej Policji Pomocniczej. Mordy trwały na Kresach do 1946 roku, czyli do wypędzenia stamtąd większości Polaków, a na ziemiach lubelskiej, rzeszowskiej i przemyskiej jeszcze rok dłużej.

Według szacunków, z rąk banderowców z OUN-UPA zginęło w ciągu ośmiu lat około 150 000 bezbronnych Polaków, ale faktyczna ich liczba jest z pewnością większa. Ludobójstwo to działo się zgodnie z hasłami, które nacjonaliści ukraińscy od lat wpajali swoim rodakom: „Śmierć Polakom – sława Ukrainie”, „Polaków wyrżniemy, Żydów wydusimy – a Ukrainę stworzyć musimy” i „Będzie polska krew po kolana – będzie wolna Ukraina”.

Zabójstwa połączone były z niesłychanym okrucieństwem. Oprócz Polaków z ukraińskich rąk zginęła niezliczona ilość polskich obywateli innych narodowości, w tym Żydzi, Ormianie, Romowie i Czesi (osadnicy z Wołynia), a także ci Ukraińcy, którzy nie popierali banderowców lub ratowali polskich sąsiadów. Zagładzie uległa też polska cywilizacja. Zrównano z ziemią całe miejscowości, spalono dwory i szkoły, zburzono kościoły, a ocalałe resztki narodu wypędzono. W napadach wyrzynano Polaków bez względu na płeć czy wiek, począwszy od niemowląt. Było to połączone z grabieżą mienia ofiar.

Od dziesiątków lat krewni ofiar domagają się godnego uczczenia pamięci pomordowanych, których kości bieleją bez jakiegokolwiek pochówku po kresowych lasach i jarach. Co więcej, oprawcy tych ofiar – o, zgrozo! – mają swoje pomniki, a nawet ulice we Lwowie i innych miastach. Są to rany, które bolą przez całe pokolenia.

 

Leszek Wójtowicz (fragment Wstępu):

Polacy z Wołynia, Małopolski Wschodniej, ale też południowo-wschodniej Lubelszczyzny, którym cudem udało się uniknąć śmierci z rąk ukraińskich siepaczy, pamiętają, jak ci ostatni szlachtowali jak zwierzęta ich najbliższych czy sąsiadów, pamiętają porąbane jak w rzeźni ciała. To nie metafora. A jeśli ktoś zginął od kuli, dziękują Bogu, że przed śmiercią się nie męczył.

Zbrodnie, za którymi stała Ukraińska Powstańcza Armia wraz z miejscową ludnością ukraińską, przerażały nawet Niemców. Polaków mordowano siekierami, kosami, piłami, palono żywcem. Nikogo nie oszczędzano. Aleksander Korman wymienia ponad 300 metod tortur, którym byli poddawani przed śmiercią Polacy.

W zbrodniczej agitacji duchowni greckokatoliccy i prawosławni wykorzystywali często biblijną przypowieść o kąkolu w pszenicy, którego trzeba się pozbyć jako chwastu, dając do zrozumienia, że Polacy są jak kąkol.

Podczas rzezi na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej, ale też między innymi we wschodnich powiatach Lubelszczyzny i Podkarpacia Ukraińcy zamordowali od 130 do 200 tysięcy Polaków. Do tej pory zdecydowana większość ofiar nie została po chrześcijańsku pogrzebana, choć mija 80 lat od genocidum atrox, czyli ludobójstwa okrutnego. Kości zamordowanych wciąż spoczywają w dołach śmierci.

Zdarzali się szczęśliwcy, którym cudem udało się uniknąć śmierci. To właśnie ich historiom poświęcona jest ta książka. Niektóre relacje nie były wcześniej publikowane, inne znalazły się już w moich książkach  albo zostały przywołane na łamach „Kroniki Tygodnia”.

Jeden z rozdziałów poświęciłem mojemu ojcu, partyzantowi, który – wraz ze swoim ojcem, a moim dziadkiem – działał w tyszowieckiej placówce Armii Krajowej.

Ważną częścią publikacji są relacje świadków ludobójstwa, ale też wspomnienia dzieci i wnuków ofiar rzezi.

 

Wydanie książki dofinansowały:

Starostwo Powiatowe w Tomaszowie Lubelskim

Starostwo Powiatowe w Zamościu

Urząd Miasta Hrubieszów

Urząd Miasta Tomaszów Lubelski

Urząd Miasta Zamość

Urząd Gminy Hrubieszów

Urząd Gminy Ulhówek

 

Spis treści

 

Przedmowa (ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski

Wstęp 

 

Ukraina dla Ukraińców 

Cudem ocaleni 

Schowali się pod łóżko 

Uciekli na furmance 

Na strychu kościoła 

Leżałem w gnoju 

Pod matczynym ciałem 

Zostałam z babcią     

Brat wyszedł pod siekierę 

Dobry Ukrainiec 

Miałem ojca partyzanta 

 

Zakończenie 

 

Relacje i wspomnienia 

Emilia Bardega (Szczepiatyn)

Janusz Bernach (Szopinek) 

Katarzyna Dyczko (Okopy Stare) 

Stanisława Grzywna (Chełm) 

Henryk Kijkowski (Olsztyn) 

Sabina Królikowska (Horyszów Polski) 

Franciszek Majdiuk (Chełm) 

Maria Nowakowska-Borys (Choszczno) 

Henryk Rusiecki (Płoskie) 

Stanisława Sobczuk (Gdeszyn) 

Helena Stachniuk (Chełm) 

Bronisław Zinkiewicz (Zamość)

Henryk Zyza (Tomaszów Lubelski) 

 

Bibliografia 

więcej o książce
zwiń
Polecane

Zbiór opowiadań, których motywem przewodnim jest emigracja i związane z nią dylematy życiowe bohaterów.

Wspomnienia z posługi duszpasterskiej wśród deportowanych do Kazachstanu.

Felietony i eseje o jagiellońskim duchu miasta Lublina

Książka o dojrzewaniu do ojcostwa