recenzje
Bohdan Królikowski
Autor : Ks. Prof. Alfred Marek Wierzbicki
Tytuł : Requiem dla ułanów. Etyka w pigułce
Żródło : recenzja w: Gazeta Wyborcza Lublin. Opinie; sobota-niedziela 26-27 września 2009; s. 5

Przeglądam wznowioną w 70. rocznicę kampanii wrześniowej książkę Bohdana Królikowskiego Bez amarantów ułańska ballada. Książka niezwykła, napisana bez patosu, proza na pograniczu dokumentu i beletrystyki. Królikowski swych bohaterów, czyli ułanów z Dziewiątego Pułku, spotkał w Londynie, wysłuchiwał ich opowieści, czytał ich pamiętniki. W jego narracji nie ma prawie fikcji. Przedstawia ona dzieje kampanii wrześniowej jako teatr działań wojennych jednego pułku, kreśląc przejmującą drogę do żywej w pierwszych dniach wojny wiary w zwycięstwo, aż do przygnębiających dni klęski. Oficerowie zaglądają do gazet, słuchają radia, co pozwala czytelnikowi poznać szersze tło wydarzeń, ale właściwie, zgodnie z podtytułem, ułańska ballada dzieje się pomiędzy dworkiem, koszarami i frontem.
Napisano mnóstwo bzdur o kawalerii. Królikowski nie kryje swej miłości do tej formacji i chce bronić jej dobrego imienia. Udaje mu się to poprzez ukazanie psychologicznych wizerunków ułanów o bogatych osobowościach, ludzi twardych i wrażliwych.
Czytając najbardziej dramatyczne fragmenty Bez amarantów opisujących walkę zbrojną z najeźdźcą, poniekąd znajdowałem potwierdzenie zdumiewającej oceny kampanii wrześniowej, jaką już w 1939 roku wyraził Mahatma Gandhi. Określił on ją jako walkę niemal bez użycia przemocy. Gandhi nie był fanatycznym pacyfistą i dlatego podziwiał walkę w obronie honoru. Upodlonych przez lata brytyjskiej kolonizacji Hindusów zachęcał do wstępowania do wojska, aby odzyskali poczucie godności, konieczne do prowadzenia walki bez stosowania przemocy.
Powieść Królikowskiego to requiem dla ułanów. Wraz z klęską kampanii wrześniowej przestała istnieć kawaleria. Zniknął pełen elegancji świat ułanów i szwoleżerów. książkę Królikowskiego można odczytywać jako odbicie w pamięci coraz bardziej zacierających się obrazów. Tę poetykę odbicia zdaje się sugerować pierwsza scena, w której widzimy podporucznika Lwa Sapiehę. „Zaciągnął się. Wypuścił dym przez uchylone okno. Po kilku minutach wcisnął niedopałek do śmietniczki. Spojrzał w zaciągnięte firanką szyby przedziału. Odbijały eleganckiego, szczupłego mężczyznę, w poprawnie zawiązanym krawacie, w znakomicie skrojonym letnim ubraniu z letniej szarej wełny”.
Samo słowo ułan zdaje się być niesłychanym odbiciem doświadczeń dziejowych. Pochodzi ono z języka mongolskiego. Brzmi w nim trwoga przed Tatarami i podziw dla ich waleczności. Ułan znaczy chłopiec. To słowo, któremu brak już żywych desygnatów, niesie jednak nadzieję. Przekonuje, jak bardzo może być inspirujący kontakt z wrogiem, który z biegiem czasu przestaje być wrogiem, a potomkowie ofiar dawnych jego najazdów mówią słowami z jego języka, jak byłby rdzennie rodzime.

 

czytaj dalej...