menu
- Już wkrótce |
- Aktualności |
- Nowości |
- Zapowiedzi |
- Kontakt
Nuta cienia – to tytuł debiutanckiego tomiku poezji naszego redakcyjnego kolegi Marcina Żurawicza wydanego nakładem lubelskiego wydawnictwa Norbertinum.
Zbiór zatytułowany „Nuta cienia” zawiera 38 wierszy. Większość z nich powstała jeszcze przed przyjazdem autora do Stanów Zjednoczonych, czyli przed rokiem 2003.
W tomiku, na okładce którego znalazła się grafika autorstwa Rafała Olbińskiego, nie brakuje jednak utworów napisanych całkiem niedawno „Każdy wiersz w tomiku ma swoja historię i przyczynkiem do jego powstania było jakieś wydarzenie. Najpierw pojawia się zazwyczaj skojarzenie, jakaś przelotna refleksja, a zaraz za tym idzie potrzeba zapisania myśli, które wydają się warte utrwalenia – opowiada Marcin.– Ten proces bardzo różni się od mojej codziennej pracy reportera, gdzie zajmuję się pisaniem tekstów pełniących głównie rolę informacyjną. Natomiast wiersze powstają pod wpływem określonych przeżyć i emocji i również na ich wywołanie są obliczone”.
Autor twierdzi też, że tym, co łączy te wszystkie wiersze jest „pewna doza melancholii i rytm”, które są dla niego w poezji szczególnie ważne. Stąd też taki, a nie inny tytuł tomiku. „Bardzo się cieszę, że tomik ujrzał wreszcie światło dzienne. Pisałem od zawsze, tyle tylko, że głównie do głębokiej szuflady”.
Urodzony w Warszawie Marcin Żurawicz pracuje w „Nowym Dzienniku” jako reporter i korespondent od 2003 roku. Jest absolwentem Wydziału Zarządzania Uniwersytetu Warszawskiego. Wcześniej w Polsce był między innymi współwłaścicielem agencji fotograficznej, a także gitarzystą zespołu Modfunk.
Od kilku dni tomik „Nuta cienia” można nabyć między innymi w Księgarni „Nowego Dziennika” na Manhattanie, w księgarniach Polonia i ExLibris na Greenpoincie, a także na wielu stronach internetowych.
EK
Tak jak istnieje w Nowym Jorku Chinatown czy Litte Italy, tak można by tam założyć uliczkę polskich pisarzy. Nie wiem, ilu ich mieszka tam i tworzy obecnie – ale wciąż są; mało tego:wciąż się „mnożą”. Na początku tej uliczki postawiłbym pomnik Jana Lechonia, pierwszy dom postawiłbym Jerzemu Kosińskiemu, na pewno jakoś upamiętniłbym nowojorskie tropy Janusza Głowackiego i Edwarda Redlińskiego... A ilu jest jeszcze takich, którzy mogliby na tej uliczce zamieszkać?
[...]
Marcin Żurawicz (ur.1975) – dziennikarz, fotografik, były gitarzysta zespołu Modfunk... W NY od 2003 roku. W 2009 ukazał się w Wydawnictwie Norbertinum jego debiutancki tomik pt. Nuta cienia, wielce obiecujący, nieszablonowy, wrażliwy na ważkie i „liryczne” cienie życia; tomik obiecujący dobrą przyszłość literacką tego autora.
Można by ten spis kontynuować co najmniej w kilku odcinkach. Sprawa naszej literatury emigracyjnej jest nieskończona i na przykładzie Żurawicza ten rozdział nigdy się nie zamknie. Pocieszające jest jednak to, że autorzy choć wyjeżdżają i zostają za granica, to jest to już zupełnie inny rodzaj „emigracji”, pozbawionej rany wygnaństwa. Ale mechanizm „powrotu bocianów do kraju” to promyk na niebie tego zjawiska. Tam mają wielkie rynki literackie, ale tu maja swoje gniazda. Swoich czytelników. Swoja gawrę kulturową. Tu jest miejsce dla ich książek, których nikt już nie zatrzymuje na granicy. Musimy o nich pisać nie jako o banitach, ale zwykłych kolegach po piórze – naszych domownikach i współkonkurentach doli, niedoli i Poetyckiego Królestwa.
Ten debiut z pewnością odbije się pozytywnym echem w kręgu krytyków literackich. Nie można odwrócić się plecami obojętności do tomu wierszy Marcina Żurawicza pt.: Nuta cienia. Autor (ur. 1975) jest dziennikarzem, fotografem, muzykiem. Ta szeroka sfera doznań i penetracji świata sprawia, że jego wiersze dalekie są od bezkrytycznej akceptacji dziejącej się rzeczywistości.
Mieczysław Jastrun w tomie Poezja i prawda /1955/ napisał:
Poezja, aby była sobą,
Musi dialog toczyć z prawdą.
Wszystkie wiersze Żurawicza prowadzą właśnie taka rozmowę. Wiadomo przecież, że jedynie prawda jest ciekawa, otwiera oczy na rzeczywistość. Niemiecki filozof i pisarz, Friedrich Nietzsche, powiedział kiedyś, że prawda jest ruchliwą armią metafor, metonimii, antropomorfizmów. Taką mini armię znajdujemy w tomiku Żurawicza. Młody poeta przez szkła powiększające swej wyobraźni pokazuje wnętrza naszego świata, a przy tej okazji odsłania także swoja jaźń. Metafizyka utożsamia ją z duszą.
Ludzie są ciekawi wnętrza poety. Pisze o tym Żurawicz w wierszu Ciekawość.
W innym utworze wyznaje, że tak dokładnie nie zna siebie, chociaż próbuje tę zagadkę wyjaśnić. Czy mu się uda? Chyba nie, gdyż gdyż człowiek jest dla siebie tajemnicą. Boi się, iż to co ujrzy wewnętrznie, będzie niepełnym protokołem z introspekcji.
Pisze bowiem:
/.../ co mogę ujrzeć?
Własne puste frazesy
i prawdy odkryte do połowy
(Mój obraz własny)
Prawdziwy poeta musi być samotny. Czytamy o tym w przejmującym, wręcz dramatycznym wierszu pt. Samotność:
Znowu zbliża się wieczór
obawiam się braku cienia
lękam się braku dotyków
boję się ciszy milczenia
Znowu nadchodzi wieczór
martwię się brakiem czułości
boję się szeptów zmarłych
pod kołdrą zupełnej nagości
Ale czytelnicy tych wierszy zapewnia poetę, że można iść przez życie „samotnie
z nadzieją światła”. Ten krótki cytat pochodzi z pięknego wiersza pt. Spacer. Daje zdecydowaną, głęboko przemyślana radę: „Bój się szarości w lustrze i w twarzach, we dnie i w nocy” (Obawa).
Omal obsesyjnie z tego powodu drąży temat „cienia”. Pojawia się on bodaj w sześciu wierszach: Śmieć motyla, Samotność, Obawa, Cień, Mglisty, Nocą.
Szablą pióra podkreśla tragiczne wyznanie:
W nocy nie śpię
wypatruję
moja dusza uparta
lęka się morderców cieni
boi się morderców światła
Wierzymy, że Marcinowi Żurawiczowi wystarczy poetyckiego męstwa, aby wyjść
z cienia! Niech wejdzie radośnie w piękny świat motyli, o których pisze w „Tajemnicy”
i Śmierci motyla. Motylem – zdaniem poety – są istotami wyższymi niźli Bogowie... Bez trudu możemy w tę poetycka prawdę uwierzyć.
Jako motto do dalszej twórczości niech służy mu stwierdzenie wzięte z Jego Sklepu:
wiersze przecież są bezcenne
zwłaszcza te nienapisane jeszcze
Emil Biela
Krótkie migawki, fotografie życia, muzyka dnia codziennego na tle gorącej ciszy, noc i dzień, ludzie i ich cienie, prawda i pozory – to elementy, z których autor tomiku buduje swój poetycki pejzaż.
Czytelnika wędrującego po świecie lirycznego „ja” wciąga zabawa znaczeniami i gra symboli. Zadaje sobie pytania – czy rzeczy, które zwykliśmy oglądać na co dzień z rutyna , nie zobaczymy pewnego dnia zupełnie inaczej, czy życie człowieka jest tak bogate, że nie możemy poznać wszystkich jego poziomów, należy więc poprzestać na własnej percepcji?
Powtarzającymi się elementami tomiku są noc, czas, samotność... W nocy przychodzą myśli, które trudno złapać w pośpiechu codziennych spraw, trzeba zmierzyć się z lękami, pustka, tęsknotami, noc jest tym prawdziwym „ja” człowieka (m. in. Samotność, Niespełnienie, Czarne oczy nocy, Pustka). Czas i zegary rytmicznie uderzają w słowa (Przestrzeń czasu, Zegary kłamią, Dotyk), a samotność prowadzi przez wspomnienia i zamyka w cieniu ulicy bez świateł (Spacer, Dzwonią Polacy).
Garść refleksji na temat, kim jest człowiek, można znaleźć m. in. w wierszach Mój obraz własny, Naiwni, Oto on:
...otoczony blaskiem pychy i brakiem umiaru
człowiek
któremu się zdaje, że jest kimś a jest
niczym poza umysłu stanem.
Czytelnikowi jawi się postać zagubionego człowieka, który goni za czymś, co nie istnieje, żyje bez nadziei na spełnienie marzeń i omija Prawdę:
wychodząc rano po gazetę
pan Nikt minął się z Prawdą
stała z boku
z niepewną miną
a obok tam ulicą gwarną
płynął i płynął...
Wierszem, który pozostaje w pamięci, jest krótkie Mgnienie z zatrzymanej w ułamku sekundy fotografii:
...Ktoś machnął ręką
przestrzeń rozmazał
poruszył ważną skupienia chwilę
na zdjęciu młode szczęśliwe twarze
nikt przecież nie wie że już nie żyje.
Marcin Żurawicz jest nie tylko poetą, ale i dziennikarzem-reporterem, fotografem
i muzykiem. W latach 90. był współwłaścicielem agencji fotograficznej „Profestudio”. Wykonywane przez niego zdjęcia ukazywały się w wielu renomowanych polskich gazetach. W latach 2000-2003 jako gitarzysta występował m. in. z zespołem Modfunk w warszawskich klubach. Od 2003 roku mieszka w Nowym Jorku. Pisze dla Nowego dziennika relacje
i reportaże na temat życia amerykańskiej Polonii. Te trzy dziedziny działalności autora tomiku Nuta cienia połączyła poezja. Wiersze Marcina Żurawicza są pełne reporterskich obserwacji, fotograficznego utrwalania ulotnych chwil i ... muzyczności. Ujawnia się ona
w klasycznej, rymowanej formie wiersza, w jego rytmie i melodyce języka, jak np. w wierszu Zapach świtu:
Jesień pachnie
melancholią
wczesną porą
niespokojną
deszcz po szybach tańczy z wiatrem
myśli z liści w łach obdarte
wiatr uparcie szarga kształty
ludzi szarych rys zatarty
w takt kałuże woda drąży
deszcz zatopić ich nie zdąży
w lustra toni serca bicie
toną światła w bladym świcie
opadają z drzew pragnienia
szuka świat woli istnienia.
Tytułowa, metaforyczna „nuta cienia” prowadzi przez świat niewidocznych znaczeń, jak w wierszach Cień, czy Obawa:
kładzie się cieniem bezgłośna nuta
i wyobraźnię to tańca prosi.
W nazewnictwie muzycznym występuje termin ”nuta-cień”, czyli taka nuta, która jest, ale nie brzmi, nie słychać jej. Nuta cienia Marcina Żurawicza, gra prawdę odbitą , ze snu, świetlna smugę, która niknie, gdy gaśnie światło.
W tomiku pojawiają się też wiersze na temat procesu tworzenia Pisz, p***** i Sklep,
o miejscu z wierszami nienapisanymi, odpowiednio dobieranymi, na miarę dla każdego poety.
Okładka wg projektu Jarosława Łukasika, wykorzystująca reprodukcję metaforycznego obrazu Rafała Olbińskiego, trafnie komponuje się z wierszami młodego poety.
Dlaczego Pan w ogóle pisze wiersze?
Nie stanąłem pewnego dnia przed lustrem stwierdzając, że będę pisał. Idę za... intuicją, a ona nakazuje mi pisać, więc to robię.
Zastanawiał się Pan nad rola poety w świecie? Czy na poezje jest jeszcze miejsce?
Chyba każdy twórca się nad tym zastanawiał, gdyż jest to pytanie o sens tego, co się robi,o sens własnego istnienia. Co do wyznaczania jakichkolwiek zadań poezji byłbym ostrożny. To już historia przerabiała. Ja nie odczuwam żadnej misji i nie piszę, aby wykrzyczeć cokolwiek. Interesują mnie emocje, gra słów i stworzenie określonego nastroju. Ostatnio od jednego z czytelników usłyszałem zdanie, iż moje wiersze odpowiadają aktualnemu stanowi jego duszy. Taka, nazwijmy to – rola mojej poezji, w zupełności mi wystarcza. A odpowiadając wprost na Pana pytanie, w dzisiejszym świecie jest miejsce na wszystko
Nuta Cienia, trudno nie spytać skąd taki mroczny tytuł Pana debiutanckiego tomiku?
To co łączy wszystkie wiersze w tomiku, to pewna doza melancholii i rytm , który nie kryję , jest dla mnie w poezji rzeczą szczególnie istotną. Myślę, że w tomiku szara proza życia jest wyczuwalna, chociaż nie przytłaczająca. Co do samej muzyki, to towarzyszy mi od dziecka. Mam nadzieje , że dla osób, które wezmą moja książkę do ręki, będzie ona słyszalna.
Pracuje Pan jako reporter w wydawanej w Nowym Jorku gazecie Nowy Dziennik? Czy to wpływa na styl w jakim pisze Pan wiersze?
Z pewnością charakter mojej pracy wyostrza zmysł obserwacji. Moim miejscem pracy jest ulica, gdzie spotykam różnych ludzi. Dla każdego, a przynajmniej dla większości twórców, dla których język jest narzędziem pracy, jest to bezcenne. A sam Nowy Jork jest miejscem wymarzonym.
Swoją książkę wydał Pan w Polsce? Czy było to dużym wyzwaniem?
To, że książka ukazała się w kraju uważam za coś naturalnego. Piszę przecież po polsku, a nie chciałem aby tomik dostępny był tylko na polonijnym, bądź co bądź kameralnym rynku. Chociaż w Nowym Jorku tomik z natury rzeczy sprzedaje się lepiej, gdyż tutaj wśród Polonii, jestem osobą bardziej znaną. Jeżeli chodzi o wybór wydawcy w Polsce, to bardzo pomógł mi mój przyjaciel i znany polonijny poeta Tadeusz Chabrowski, w przeszłości dwukrotny laureat.
czytaj dalej...